Tunele Cu Chi

Będąc w Ho Chi Minh nie można przegapić wizyty w oddalonym około 70 km na północ rejonie Cu Chi, gdzie Vietcong dzielnie bronił się przed Amerykanami, a dodatkowo z tego miejsca zaatakował Sajon, wygrywając de facto wojnę.

Dostępne są dwa punkty zwiedzania, my dość przypadkowo trafiliśmy na tunele Cu Chi zwane Ben Duoc w okolicy Phu My Hung, jest jeszcze drugie miejsce w Nhuan Duc (oddalone o około 10km), zwane Ben Dinh. Jak się później dowiedzieliśmy, to Ben Dinh jest częściej wybierane przez turystów zagranicznych (a w zasadzie przez lokalnych operatorów turystycznych, którzy organizują wycieczki dla turystów zagranicznych), Wietnamczycy odwiedzają Ben Duoc.

Budowa tuneli rozpoczęła się jeszcze w trakcie II Wojny Światowej, kiedy Wietnam walczył z Francuzami. System stale rozbudowywano, i łączna sieć liczyła ponad 200 kilometrów. Tunele pozwalały przeżyć tygodniami pod powierzchnią ziemi – była tam infrastruktura do utrzymania higieny, kuchnie, sypialnie, pokoje spotkań, sale treningowe czy nawet szpitale. Wejścia do tuneli były bardzo mocno ukryte. Wietnamczycy z natury są drobniejsi, same tunele dodatkowo były bardzo wąskie, co bardzo utrudniało poruszanie się w nich Europejczyków czy rosłych Amerykanów.

Wstęp do tuneli kosztuje 90 000 dongów za osobę (dane z 2016 roku). Obok wejścia mamy płatny i strzeżony parking na motocykle czy skutery (nie pamiętam ceny – coś w okolicach 4000 za pojazd). Po wejściu mijamy duże ilości amunicji, dużej i małej, trochę broni, a potem wita nas przewodnik nakazując usiąść i oglądnąć film o tunelach i o tym jak to amerykanie nieudolnie próbowali je zniszczyć. Po filmie pojawia się przewodnik, który po angielsku opowiada nam całkiem ciekawie o tym jak to wszystko wyglądało i działało. Trzeba obiektywnie przyznać, że to bardzo zaawansowana i sprytna konstrukcja. Kuchnie przykładowo miały wielopoziomowe kominy, tak aby dym nie był widoczny na zewnątrz. Otwory na tlen przeważnie budowane były jako kopce termitów, a samo wejście do tuneli było bardzo dobrze maskowane i samo w sobie bardzo małe. Amerykanie do walki z tunelami stworzyli specjalne oddziały zwane szczurami tunelowymi – ich zadaniem było tropienie wroga w tunelach, jak również samo niszczenie tuneli, które dla Wietkongu były praktycznie domem. Wietnamczycy zamontowali w korytarzach wiele pułapek, wiele miejsc gdzie robiło się bardzo wąsko, co utrudniał bardzo prace wrogiem armii.

Dzisiaj tunele są krótsze, udostępnione turystom. Zamontowano też oświetlenie. Poruszanie się po nich to niezapomniane przeżycie, i spora próba psychiki dla tych którzy cierpią na klaustrofobię. W trakcie naszego pobytu tunele zwiedzaliśmy z kilkoma francuzami, i widziałem w oczach niektórych z nich dużą panikę, a kilku nawet nie weszło do środka, chociaż tunele na potrzeby turystów nieznacznie powiększono.

Na terenie tuneli Chu Ci znajdziemy oczywiście budynek z dużym popiersiem Ho Chi Minha, a niedaleko znajduje się strzelnica gdzie można strzelać z AK47, M16 i kilku innych rodzajów broni. Płacimy za naboje, minimalnie trzeba ich kupić 10 sztuk, impreza nie jest najtańsza, cena za 1 nabój to o ile pamiętam 30 000 dongów.